Piękno polskich Tatr

Pandemia nas nie oszczędza. Wielu z nas pokrzyżowała plany na tegoroczne wakacje. Nagle z marzeń o Majorce czy Madagaskarze zostały nici. Jednak warto sobie zadać pytanie w czym malownicze, egzotyczne kraje są lepsze od na przykład Polskich Tatr?

Dla tych co się nie orientują w ogóle o czym mówię, krótka nota. Tatry to najwyższe pasmo w łańcuchu Karpat, również najwyższe między Alpami a Uralem i Kaukazem. Są częścią Łańcucha Tatrzańskiego, w Centralnych Karpatach Zachodnich.

Wysokogórska część Tatr o glacjalnym charakterze jest unikatowa w skali Polski i zalicza się do najwyższej kategorii pod względem atrakcyjności. Tatry są objęte ochroną przez ustanowienie na ich obszarze polskiego Tatrzańskiego Parku Narodowego i słowackiego Tatrzańskiego Parku Narodowego oraz przynależności do Światowej Sieci Rezerwatów Biosfery UNESCO. Krainy etnograficzne otaczające Tatry to: Podhale, Spisz, Orawa i Liptów.

Ruch turystyczny w Tatrach najwcześniej rozpoczął się na ich południowej stronie. Pierwsza odnotowana wycieczka w Tatry odbyła się w Zielone Świątki, 11 czerwca 1565 r. Była to przejażdżka Beata z Kościeleckich Łaskiej ze spiskiego Kieżmarku do Doliny Kieżmarskiej, prawdopodobnie do Zielonego Stawu Kieżmarskiego. Z początków XVII w. pochodzą wzmianki o pierwszych wejściach na szczyty. W 1615 r. najprawdopodobniej na Kieżmarski Szczyt wszedł David Frolich.

Za ojca polskiej turystyki tatrzańskiej uważa się Stanisława Staszica. W latach 1803–1805 wędrował po Tatrach, prowadząc badania naukowe. Staszicowi przypisywane jest pierwsze wejście na Kołowy Szczyt. Był też na Krywaniu, Sławkowskim Szczycie, Łomnicy.

Obecnie Tatry są bardzo licznie odwiedzane, szczególnie ich polska część – chociaż jest mniejsza niż słowacka, to jednak liczba turystów jest tu znacznie większa. Rocznie polską część Tatr odwiedza około 3 mln osób. Apogeum odwiedzin przypada w sezonie wakacyjnym, kiedy to polską część odwiedza ponad 1,5 miliona turystów (rekord z wakacji 2017 wynosi 1 mln 640 tys. turystów). Rekord tygodniowy odwiedzin TPN to ponad 200 tys. osób, a dzienny 41 tys. osób. Rekord wejść na jeden szlak padł natomiast 3 kwietnia 2016 w Dolinie Chochołowskiej, którą odwiedziło 25 tys. osób.

Koniec sztywnych informacji. Mimo niestabilnej sytuacji epidemiologicznej udało mi się w tym roku odwiedzić Polskie Tatry. Zabieram was zatem na dwa (w mojej opinii) najpiękniejsze trasy.

RUSINOWA POLANA

Zanim pokażę wam najpiękniejsze wakacyjne widoki warto zaznaczyć, że obie trasy, o których wspomnę są stosunkowo łatwe. Sama nie uznaję się za sportowca, ale z tymi szlakami dałam radę, więc wy również!

Wędrówkę rozpoczynamy na Wierchu Porońcu. Znajduje się tu niewielki, płatny parking oraz budka, w której turyści mogą kupić bilety wstępu na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego czynna od 15 kwietnia do 30 września. Jednak o wiele bardziej polecam zakup biletów przez internet – wygoda i unikanie zbędnych kolejek do kasy.

Szlak ten właściwie tylko początkowo wiedzie nieco w górę, po kilkunastu minutach biegnie już niemal płasko, więc dla mieszczuchów, którzy nie lubią chodzić “pod górkę”, to bardzo przyjemny spacer, a dla doświadczonych turystów górskich – spokojna rozgrzewka. Z lewej strony towarzyszą nam widoki na Magurę Spiską, Tatry Bielskie oraz Tatry Wysokie. Wygodna ścieżka prowadzi głównie lasem, co sprzyja wędrówkom w upalne, słoneczne dni. Jednak bez względu na to warto być przygotowanym na każde warunki atmosferyczne.

Po ok. 1 godz. spokojnego marszu docieramy na Rusinową Polanę, skąd roztacza się szeroka panorama na Tatry Wysokie, głównie ich słowacką część oraz na Tatry Bielskie. Oprócz drewnianych ław i stołów, przy których można odpocząć, na skraju polany stoi szałas, gdzie w sezonie wypasowym, w ramach kulturowego wypasu owiec, można kupić produkty z owczego mleka. Tak, dobrze przeczytaliście – nie znajdziecie w tym miejscu schroniska, który zazwyczaj kojarzy się z gwarem i tłumami turystów.

Właśnie to jest piękne w Rusinowej Polanie – spokój. Po godzinnym spacerze odpoczywamy na trawie i podziwiamy piękne widoki. Z polany można ruszyć dalej na inne szlaki, ale nawet na tej krótkiej trasie można odpocząć bardziej niż na egzotycznej plaży.

 

Z Kasprowego Wierchu...

 

W drugą wędrówkę zabieram was trochę wyżej, bo startujemy z Kasprowego Wierchu. Jest to zdecydowanie jeden z najbardziej rozpoznawalnych i cieszących się największą popularnością polskich szczytów. Mierząca 1987 metrów góra leży blisko granicy Tatr Wysokich i Zachodnich, oferując bardzo ciekawe widoki na oba pasma.

Od 1936 roku na Kasprowym działa kolejka linowa, którą można dostać się na szczyt z pobliskich Kuźnic. Na pewno kojarzycie z telewizji te ogromne kolejki do kas. W tym przypadku również polecam zakup biletów przez internet, ale trzeba być czujnym, bo wejściówki znikają jak świeże bułeczki. Miłym plusem kolejki są informacje odtwarzane przy każdym wjeździe. Wokalista zespołu Zakopower – Sebastian Karpiel-Bułecka – opowiada wiele ciekawych informacji o paśmie, którym podróżujemy.

Po dotarciu na szczyt uderza na nas największa wada Kasprowego Wierchu czyli komercjalizacja. Przy dobrej pogodzie, w ciągu dnia wierzchołek spokojnie może odwiedzić ponad 1000 osób. Jednak szczyt to tylko początek wędrówki.

Trasa skupia się w dużej mierze na zejściu żółtym szlakiem. Zastanawiać się można co jest w tym takiego wyjątkowego? Otóż widoki! Trasa jest kamienista, więc radzę przygotować sobie dobre obuwie. Ciężko jest opisać to co nas otacza w czasie zejścia ze szczytu – to po prostu trzeba zobaczyć samemu.

Schodząc trafimy na miejsce “Pod Murowańcem”, stamtąd możemy udać się nad Czarny Staw Gąsienicowy. Do dyspozycji jest tylko jeden szlak, koloru niebieskiego, który prowadzi nad jezioro od Hali Gąsienicowej. Przejście nim zajmuje około 30-40 minut i wiąże się z podejściem około 150 metrów pod górę.

Leżący w Dolinie Gąsienicowej Czarny Staw jest jednym z największych tatrzańskich jezior w polskiej części gór (piątym w kolejności). Znajduje się na wysokości 1624 metry, ma ponad pół kilometra długości oraz, w najniższym miejscu, 51 metrów głębokości. Staw wciśnięty jest pomiędzy strome ściany Kościelca oraz nieco łagodniejsze zbocza Żółtej Turni. Na południu świetnie widać też kawałek słynnej Orlej Perci, szczególnie okolice Koziego Wierchu oraz Granatów. Z nad stawu cofamy się na żółty szlak i kontynuujemy zejście – tam wariantów jest więcej.

Trasa o wiele bardziej wymagająca od tej na Rusinową Polanę, ale do przejścia. Cały ten wysiłek jest wart pięknych widoków, które towarzyszą nam po drodze.

Południowy raj

Cudze chwalicie, swego nie znacie! Czasami faktycznie wystarczy przejrzeć co oferuje nam na wakacje Polska. Możecie pytać: “A co z tłumami?”, “Co z Zakopanem?”. Tłumy są, zarówno na szlakach jak i w mieście, ale to nic nowego i wcale nie jest to spowodowane pandemią. Idzie się do tego przyzwyczaić, wystarczy pamiętać, że wybierając się w góry celem jest obcowanie z naturą.

Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniała tutaj o innych SAF’owych miłośnikach gór. Jeżeli po tym tekście czujecie pewien niedosyt to zapraszam was na instagrama Dominiki i Tomka – Chodzimy Tu. Znajdziecie tam ich punkt widzenia na wiele tras, przydatne wskazówki i … przepis na przepyszny chleb!

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez CHODZIMY.TU (@chodzimy.tu)

 

Pamiętajcie, że wcale nie trzeba lecieć tysiące kilometrów, aby odpocząć i zobaczyć przepiękne widoki

Kto napisał artykuł?

Sandra Wawrzyniak

Na co dzień studiuję Dziennikarstwo i Komunikację Społeczna na UAM i za wszelką cenę chcę zostać dziennikarzem. Tak, wiem – podobno za to nie da się wyżyć. Trudno. Zanim to się spełni działam na wielu innych płaszczyznach.