„CZASEM NAJPROSTSZY GEST OKAZUJE SIĘ NAJCENNIEJSZYM PREZENTEM…”

W ogniu fotograficznych pytań: Jakub Ziemianin

Ta historia to doskonały przykład na to, że marzenia się spełniają. O determinacji, która pomaga osiągnąć cele, boiskowych cieniach i blaskach oraz pracy w pandemicznych warunkach, opowiada, fotograf klubowy Podbeskidzia Bielsko-Biała, Jakub Ziemianin.

Czym jest dla ciebie fotografia?

To pasja, „zajawka”, radocha, sposób na życie. Odskocznia od otoczenia, mój świat, lek na
wszystko.

Jak narodziła się pasja do robienia zdjęć?

Od zakupu przez rodziców pierwszego, cyfrowego aparatu. Był to zwykły kompakt z dużym zoomem, co bardzo mi się spodobało, dokładnie SONY DSC H5. Miałem wtedy 12 lat i od razu złapałem „zajawkę” na zdjęcia. Zacząłem się tym interesować, bawić, próbować różnych ujęć. Po prostu, chłonąłem to.

Jesteś samoukiem czy kończyłeś coś związanego z fotografią? Zastanawiam się, na ile według ciebie wykształcenie stricte fotograficzne jest potrzebne, aby zostać profesjonalistą.

Jestem samoukiem, nie mam żadnego wykształcenia w tym kierunku. Według mnie ma ono niewielkie znaczenie. Oczywiście, wiedza jest bardzo ważna, ale wszystkiego można nauczyć się samemu. Kwestia chęci i determinacji. Żyjemy w takich czasach, że bardzo dużo rzeczy jest dostępnych w Internecie. Trzeba tylko umieć szukać.

Zacząłeś od aparatu kompaktowego, jak to wygląda w tym momencie?

Obecnie jest to Canon 1DX i 7D Mark II. Natomiast najważniejsze „dziecko” w mojej rodzinie obiektywów to „czterysetka” Canona. Staram się ciągle iść do przodu i poszerzać swój ekwipunek. Jest jeszcze kilka „szkieł”, które chciałbym mieć w swojej kolekcji. Fotografia nie należy do tanich pasji i nie da się mieć wszystkiego od razu, na pstryknięcie palcem. Tego, co posiadam, dorobiłem się sam – robiąc zdjęcia – to też jest dla mnie spora satysfakcja.

Coraz częściej słyszy się o bezlusterkowcach. Są one w stanie zastąpić znane i lubiane lustrzanki?

Cały świat idzie do przodu w bardzo szybkim tempie. Myślę, że z biegiem czasu jest to nieuniknione. Cyfrowe aparaty wyparły analogowe. Tak samo będzie z bezlusterkowcami, a może pojawi się jeszcze inna, nowa technologia?

KOCHAM TO, CO ROBIĘ I WŁAŚNIE TO JEST DLA MNIE NAJPIĘKNIEJSZE

Zajmujesz się fotografią sportową, co jest najpiękniejszego w tej dziedzinie?

Uchwycenie emocji, walki, niezauważalnych z trybun detali na zdjęciu to największa frajda i radość. Zapach murawy, przebywanie w centrum widowiska sportowego to pozytywna adrenalina. Kocham to, co robię i właśnie to jest dla mnie najpiękniejsze. Zawsze marzyłem o pracy, która będzie mi dawać satysfakcję.

Twoja praca to fotograf klubowy Podbeskidzia, jak to się stało, że trafiłeś do klubu?

Było w tym sporo szczęścia, choć wierzę, że nic w życiu nie dzieje się przypadkiem. Miałem
marzenie, by pracować w Podbeskidziu jako fotograf – serio! I ono się spełniło. W 2014 roku mój przyjaciel, który pracował wówczas w dziale prasowym klubu, jako prezent urodzinowy podarował mi akredytację na mecz. Moje zdjęcia spodobały się rzecznikowi i dostałem możliwość fotografowania przez cały sezon. Życie tak się potoczyło i ułożyło, że bardzo szybko zacząłem tworzyć fotorelacje dla klubu. Początkowo pojedyncze spotkania i eventy, natomiast później zostałem etatowym fotografem TSP, którym jestem do dziś. Czasem najprostszy gest okazuje się najcenniejszym prezentem i to jest idealny przykład na to, że nie są to puste frazesy.

Jak wygląda praca fotografa klubowego w „dobie pandemii”?

Na początku był chaos i ambaras, przynajmniej w 1. lidze. Stadion był pustkowiem. W pierwszej fazie tylko klubowi fotografowie mogli robić zdjęcia z boiska, pozostali fotoreporterzy byli na trybunach. Pełno niedomówień i absurdów. Teraz się to zmieniło i przebadane osoby z mediów zewnętrznych mogą pracować w takich samych, równych warunkach. Cieszę się, że chociaż awans mogliśmy świętować w miarę normalnej atmosferze wspólnie z kibicami. Piłka bez nich to nie to samo. Mam nadzieję, że normalne czasy wrócą jak najszybciej.

Co według ciebie musi mieć zdjęcie meczowe, aby było po prostu dobre i wyróżniło się spośród „tłumu” innych fotografii?

Przede wszystkim musisz mieć szczęście. Niestety nie masz wpływu na to, co i gdzie się wydarzy. Boisko to spora przestrzeń, a mecz to nie tylko piłkarze. Trzeba mieć oczy dookoła głowy. Możesz się wyróżnić tym, że zauważyłeś coś na trybunach czy poza boiskiem.

Twoje zdjęcia przyciągają uwagę. Jak podchodzisz do obróbki?

Staram się, aby stała się ona moim znakiem rozpoznawczym. Wciąż szukam swojego stylu. Nie lubię nudy i monotonii. Oczywiście nie da się, by każdy preset pasował do każdej fotografii. Kombinuję, główkuję. Lubię estetykę, ale czasem też tajemniczość czy nawet lekką abstrakcję, wychylenie się przed szereg. Obróbka i postprodukcja jest dla mnie równie ważna, jak samo techniczne zrobienie zdjęcia.

ROLA FOTOGRAFII W ŻYCIU CZŁOWIEKA JEST NIEPODWAŻALNA

To pewnie trudny wybór, ale… potrafisz wskazać swoje najlepsze zdjęcie?

Odpowiem trochę po piłkarsku, że najlepsze zdjęcie dopiero przede mną. Zeszły sezon, przełomowy i historyczny dla Podbeskidzia, był owocny w kadry, z których jestem bardzo zadowolony. Salto Karola Danielaka, którym celebrował swoją bramkę, Kamil Biliński w confetti po meczu, który dał nam awans do ekstraklasy – to są fotografie, na które się czeka i jestem nimi w pełni ukontentowany.

Jakie to uczucie uwieczniać na zdjęciach tak wyczekiwane, wręcz przełomowe momenty dla klubu?

Powód do dumy, naprawdę… Wielka satysfakcja, szczęście, chluba. Robisz to, co kochasz i jednocześnie jest to twoje źródło utrzymania. Wielka sprawa, bardzo to doceniam. Odrobina szczęścia oraz postawienie, w pewnej chwili, wszystkiego na jedną kartę doprowadziły mnie do miejsca, które kiedyś było tylko w strefie marzeń.

Kiedy wchodzę do klubu i w telewizorze czy na ścianie widzę zrobione przeze mnie zdjęcia, to „mordka” się sama cieszy. Na zawsze utrwalasz emocje. Zamrażasz coś w czasie, uwieczniasz chwile. Wewnętrznie mam takie poczucie, że zostawię po sobie coś materialnego i namacalnego na tym świecie. Jakąś część siebie. Oczywiście są zawody dużo ważniejsze i bardziej odpowiedzialne, ale rola fotografii w życiu człowieka jest niepodważalna. Otaczająca nas rzeczywistość, wspomnienia w naszej głowie to obrazy. Według mnie moc zdjęć jest wielka.

JEST DOBRZE, A BĘDZIE JESZCZE LEPIEJ!

Co dla ciebie, pod względem fotograficznym, oznacza awans Podbeskidzia do ekstraklasy?

Byłem w środku. Na własne oczy widziałem spadek z ligi. Przegraliśmy 1:5 w Łęcznej i zostaliśmy zdegradowani. Fatalne przeżycie. Kilkugodzinny powrót z takiego meczu to tylko dobicie leżącego. Te 4 lata w 1. lidze ukształtowały mnie zawodowo i charakterologicznie. Myślałem, że lekko „przejedziemy się” po rozgrywkach i wrócimy po roku – a początek na to wskazywał. Szybko okazało się, że nie będzie to takie proste, jak się wydawało. Było wiele trudnych momentów… Mogę się pochwalić, że przez te 4 lata opuściłem tylko jedno spotkanie ligowe. Powodem był ślub przyjaciela, który „wkręcił” mnie do klubu, więc jestem w pełni usprawiedliwiony (śmiech). Oczywiście, w tym okresie były chwile zwątpienia. Jedziesz do Suwałk 8 godzin w jedną stronę – 0:3. Długa podróż do Chojnic – do przerwy 0:4 w plecy. Jakkolwiek trywialnie to brzmi, takie rzeczy uczą pokory i lekkiego zdystansowania, żeby nie brać mocno do siebie tego, na co i tak nie masz wpływu. Od dziecka kibicowałem Podbeskidziu i wierzyłem, że wrócą lepsze dni. Awans jest dla mnie niesamowicie ważny. Kiedy kończył się mecz decydujący o powrocie do ekstraklasy niedowierzanie mieszało się z euforią. Musiałem do końca zachować profesjonalizm, choć oczywiście pozwoliłem sobie też pokrzyczeć z radości z piłkarzami na boisku. Historyczne zdjęcia z tego spotkania, a ja jako jedyny z fotoreporterów mogłem być na murawie w centrum wydarzeń ze względu na koronawirusa. Wielka rzecz i wyróżnienie dla mnie, ale też duża odpowiedzialność. Po ostatnim gwizdku przez kilka godzin świętowanie. Naprawdę ogromna sprawa i ulga. Infrastrukturalnie między 1. ligą a ekstraklasą jest ogromna różnica i dużo lepiej fotografuje się na pięknych stadionach, gdy co weekend za plecami masz kilka tysięcy kibiców. Każdy mecz to
święto.

W 2018 roku Podbeskidzie stało na skraju upadłości. Jakie to miało przełożenie na twoją pracę?

Przełożenie na pracę było ogromne. Bardzo trudny czas. Wiele osób odeszło z klubu. Smutna atmosfera, wszystko wisiało na włosku. O szczegółach nie chcę mówić – materialnie, finansowo i psychicznie było bardzo ciężko. Na szczęście ktoś na górze nad nami czuwał. Edward Łukosz, właściciel firmy będącej głównym sponsorem, można powiedzieć, że spadł nam z nieba. Jego konkretne działania, pomoc finansowa i współpraca z miastem uratowały Podbeskidzie. Życie jest przewrotne, bo teraz jesteśmy ponownie w ekstraklasie. W dodatku sytuacja jest stabilna, mamy swoją wizję! Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej!

PROMOWANIE GÓRSKICH WIDOKÓW TO WRĘCZ OBOWIĄZEK

„Ponad nami tylko góry” – to hasło, które często pojawia się w komunikacji klubu. Z tego, co zauważyłam góry dosyć często pojawiają się również na twoich zdjęciach. Starasz się na fotografiach podkreślać ten klimat, regionalność?

Mieszkamy w pięknym regionie. Promowanie górskich widoków to wręcz obowiązek. Nasz kalendarz na 2020 rok był okraszony hasłem „Ponad nami tylko góry”. Jednogłośnie został wybrany najlepszym marketingowym projektem przez pierwszoligowe kluby. Dostaliśmy nagrodę i wyróżnienie. Uważam, że była to świetna robota całego naszego działu marketingu. Reklama Bielska-Białej i okolic. Promocja Podbeskidzia w całej Polsce, bo o naszym kalendarzu napisali nawet artykuł w gazecie „Fakt”. W środku tekst „Wizerunkowo ekipa z Bielska-Białej to już ekstraklasa, sportowo jeszcze nie”. Z przymrużeniem oka powiem, że cała drużyna sportowo musiała nam po prostu dorównać, dlatego dziś jesteśmy tu gdzie jesteśmy!

Kogo umieściłabyś w TOP3 fotografów sportowych w Polsce?

Nie mam takiego rankingu. Osobą, którą mogę nazwać swoim mentorem jest Krzysiek Dzierżawa, wieloletni fotograf Podbeskidzia. To właśnie jego zdjęcia zaraziły mnie pasją do fotografii sportowej. Jeśli miałbym jednak kogoś wyróżnić, to byłaby to Paula Duda. W Polsce kobiety fotografujące sport to wciąż rzadkość. Robi ona naprawdę „kozacką” robotę i w takim TOP3 byłoby dla niej miejsce. Ze względu na staż i dokonania Włodzimierz Sierakowski jest dla mnie poza skalą i rankingami. Słyszę „pasja do fotografii”, myślę Włodek Sierakowski. Szacun!

Ile według ciebie prawdy leży w słowach, że zdjęcie robi człowiek stojący za aparatem, a nie sam sprzęt?

Zgadzam się z tym. Ma to na pewno przełożenie na przykład w fotografii portretowej. Często pomysł jest ważniejszy niż sprzęt. Drogi aparat nie zrobi za ciebie zdjęcia, jeżeli nie potrafisz go odpowiednio ustawić czy obsłużyć. Uważam jednak, że w fotografii sportowej sprzęt jest bardzo ważny, a nawet kluczowy.

I na koniec, jakie rady miałbyś dla osób początkujących, które dopiero stawiają pierwsze kroki w fotografii?

Podpatrywać innych fotografów. Robić jak najwięcej zdjęć. Nie bać się pytać, rozmawiać, być dociekliwym, edukować się i zdobywać wiedzę.

Rozmawiała Klaudia Berda.

Kto napisał artykuł?

Klaudia Berda

Od poniedziałku do piątku studiuję dziennikarstwo i komunikację społeczną na specjalności nowe media. Weekendy natomiast, najczęściej spędzam za linią końcową piłkarskich boisk, aby uchwycić na zdjęciach kluczowe momenty. Fotografia sportowa to coś, co przynosi mi najwięcej radości i w czym cały czas staram się rozwijać. Lubię uczyć się nowych rzeczy i podejmować nowe wyzwania – przez większość czasu rozpiera mnie energia, więc nie potrafię za długo „usiedzieć” w miejscu. Pomimo iż na ten moment nie jestem pewna, kim chciałabym zostać w przyszłości, to może jest szansa, aby moja pasja stała się pewnego dnia moją pracą?