Można wszystko, trzeba tylko chcieć

W ogniu fotograficznych pytań: Jacek Prondzynski

Przez siedem lat uwieczniał wzloty i upadki Legii Warszawa, obecnych mistrzów Polski. Obecnie współpracuje z agencją 400mm.pl, a obok jego zdjęć wciąż nie można przejść obojętnie. O tym, co definiuje dobry kadr sportowy, o pracy fotografa podczas pandemii oraz motywującym działaniu Amp Futbolu – Jacek Prondzynski.

Po siedmiu latach w Legii Warszawa, teraz robisz zdjęcia sportowe dla 400mm.pl, dlatego rozpocznę tę rozmowę trochę nietypowo. To pytanie nie o to, jak zaczynałeś, ale o to czym zajmujesz się obecnie. Jakie są różnice pomiędzy pracą jako fotograf klubowy, a fotograf agencyjny?

Praca fotografa klubowego a robienie zdjęć dla agencji – tak jak mówisz – trochę się od siebie różni. W jednej, jak i w drugiej sytuacji uwieczniasz na zdjęciach piłkarski pojedynek. Jednak pracując dla klubu możesz pozwolić sobie na więcej swobody i podejść do tematu bardziej reportażowo. Będąc w Legii Warszawa fotografowanie meczu zaczynało się na dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem – ujęcie szatni, przyjazd piłkarzy na stadion, kibice, rozgrzewka. Następnie samo spotkanie i to, co po nim, czyli radość lub smutek. To wszystko tworzyło całość i w galerii pomeczowej zdjęcia typowo sportowe były tylko częścią historii.

A w agencji?

Jest trochę inaczej. Najważniejsze są bramki, kluczowe akcje, sylwetki trenerów czy ktoś znany na trybunach. Takie rzeczy najczęściej się sprzedają. Co więcej, spotkanie nie zaczyna się dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem, a chwilę przed. Szczególnie teraz w tych „covidowych” czasach. Pracując dla agencji musisz mieć z tyłu głowy, że najważniejsze są takie i takie zdjęcia. Mimo wszystko jednak cały czas staram się fotografować tak, jakbym robił to jako fotograf klubowy. Tak się nauczyłem i największą satysfakcją dla mnie jest pokazanie meczu jako całej historii, nie tylko standardowych obrazków.

Podsumowując, to jest cały czas ta sama fotografia sportowa i trzeba to robić najlepiej, jak się potrafi i przekazać to tak, jak się widzi. Nieważne, czy to fotografowanie dla klubu czy dla agencji.

Skoro jesteśmy przy fotografii sportowej. Co według ciebie definiuje dobre zdjęcie? Co powinno w sobie mieć, żeby przyciągnąć uwagę i zatrzymać na chwilę wzrok odbiorcy?

Podzieliłbym to trochę na dwa czynniki. Pierwszy to moment, który uda się uchwycić. Czasami po prostu jest się w odpowiednim miejscu i czasie, gdzie wydarzy się jakaś szczególna sytuacja – na przykład spektakularna „cieszynka” z biegnącymi akurat w twoją stronę piłkarzami. Z czasem, nabierając już pewnego doświadczenia i fotografując daną dyscyplinę kolejny raz, możemy się na to przygotować i przewidzieć, gdzie dana rzecz może się wydarzyć. Są jednak i takie momenty, które będą jednym na milion i akurat tam będziemy.

Druga rzecz to pokazanie sportu w swój kreatywny sposób. Trochę definiujący, jak fotograf daną sytuację widzi albo chciałby, żeby była widziana. Trzeba pamiętać, że zdjęcie sportowe to nie tylko siedzenie w jednym miejscu i fotografowanie tego, co się dzieje. To zabawa kadrem, perspektywą, ekspozycją. Zrobienie czegoś, co na pierwszy rzut oka nie wydaje się niczym ciekawym. Chociażby zrobienie zdjęcia szerokim obiektywem, bo akurat pierwszy plan fajnie gra nam z tym, co dzieje się w tle. W 99% takie sytuacje będą wymagały dłuższych ogniskowych, ale przez kreatywne podejście możesz mieć fajne i niestandardowe ujęcie.

DOŚWIADCZENIE ZDOBYWA SIĘ LATAMI I TAK SAMO JEST Z FOTOGRAFIĄ

Czyli można powiedzieć, że znajomość zasad danej dyscypliny może pomóc w uchwyceniu tych najlepszych momentów?

Tak, jak w każdym innym zawodzie. Doświadczenie zdobywa się latami i tak samo jest z fotografią. Oczywiście szczęście czy talent są ważne, ale dodając do tego ciężką pracę i ciągłe fotografowanie. Wtedy to wszystko pomoże w uchwyceniu tych najlepszych momentów, jak i ogólnie w wykonywaniu coraz lepszych zdjęć.

Co jest najtrudniejszego w fotografowaniu sportu?

Osobiście uważam, że w robieniu zdjęć sportowych nie ma czegoś takiego. Trudne mogą być warunki pogodowe – na przykład praca w deszczu – czy brak miejsca na stadionach, żeby po meczu usiąść i na spokojnie obrobić i wysłać zdjęcia. Niestety sytuacja związana z pandemią dała świetną wymówkę klubom, żeby takich stref po prostu nie było. Trudnością może być też to, że jest to praca weekendowa. Wiele meczów czy imprez sportowych jest jednak wtedy lub wieczorami. Przepada nam wtedy trochę życia prywatnego, imprez rodzinnych, spotkań ze znajomymi.

Natomiast kocham to robić. Kiedyś w mojej głowie „ubzdurało mi się”, że chciałbym fotografować sport zawodowo i udało się. Nie mam więc prawa narzekać, bo wszystko da się ogarnąć.

Pojawił się wątek pandemii, która w zeszłym roku zaskoczyła wszystkich. Jak wyglądała praca fotografa w warunkach „covidowych”?

Dla mnie był to duży przeskok, bo akurat wtedy z fotografa pracującego dla klubu stałem się fotografem agencyjnym. Ogólnym problemem – w momencie, kiedy sport zaczął być „odmrażany” – było wpuszczanie nas na wydarzenia sportowe. Podczas samych imprez bywało różnie, choć dwie rzeczy wszędzie były takie same. Mniejsza i ograniczona możliwość przemieszania się po halach i stadionach. Na meczach ekstraklasy z góry przypisane było miejsce za bramką na całe 90 minut, bez możliwości zmiany. Druga sprawa to brak kibiców. Nie oszukujmy się, sport bez fanów traci bardzo dużo. Na zdjęciach brakuje tych emocji, tego co dzieje się wokół, co czasem bywa dużo ciekawsze od tego, co na boisku.

Jeżeli chodzi o kwestie techniczne. Chcąc na przykład fotografować mecze piłkarskie z poziomu boiska, musieliśmy codziennie wypełniać ankietę medyczną. Wstęp na niektóre eventy sportowe wymagał od nas zrobienia testów kilka dni przed samą imprezą lub często w ten sam dzień. Ogólnie praca fotografa w warunkach pandemii trochę ograniczała „pole manewru” na samym wydarzeniu.

Jeżeli o wydarzeniach sportowych mowa. Potrafisz wskazać najlepszy mecz, podczas którego pracowałeś?

Są dwa spotkania, które będę pamiętał do końca życia. „Szalony mecz” w Dortmundzie, czyli Borussia – Legia i wynik 8:4. To co się tam działo, prowadzenie Legionistów 1:0, cały przebieg tego pojedynku i mimo niekorzystnego końcowego wyniku bardzo pozytywne nastroje. Trudno to „racjonalnie” opisać, bo sam mecz był strasznie zakręcony. Drugie spotkanie to remis Legii z Realem Madryt na stadionie w Warszawie.

TE CAŁE SIEDEM LAT TO JEDNO NAJLEPSZE WSPOMNIENIE, ŚWIETNA PRZYGODA I LEKCJA ŻYCIA

No właśnie, jak to się stało, że trafiłeś na Łazienkowską?

Odezwał się do mnie Adam Polak, który był redaktorem naczelnym Legia.com i odpowiadał za media klubowe stołecznej ekipy. Zaczęło się od sfotografowania jednego konkursu w przerwie meczu, później były kolejne tematy, a po kilku miesiącach było tego coraz więcej i „zostałem” na kolejne siedem lat.

Ciekawe w tym wszystkim jest to, że przed przyjściem do klubu z Adamem widzieliśmy się na żywo z dwa, trzy razy. Znaliśmy się z forum.nikoniarze.pl, gdzie każdy mógł wrzucać swoje zdjęcia w danych kategoriach. Nie było jeszcze Instagrama, Twittera. Było to więc idealne miejsce na prezentację swoich prac i dyskusję z ludźmi, którzy też fotografują sport. Swoją drogą był taki moment, że „dział sportowy” był dosyć mocno obsadzony przez ludzi, którzy po jakimś czasie zajmowali się lub zajmują fotografią sportową zawodowo.

Siedem lat to sporo czasu. Jakie jest twoje najlepsze wspomnienie z tego okresu?

Trudno wybrać jedno najlepsze wspomnienie. Myślę, że najbardziej zapadają w pamięć „pierwsze razy”: pierwsze Mistrzostwo, pierwszy finał PP na Stadionie Narodowym, Liga Mistrzów. Ogólnie te całe siedem lat to jedno najlepsze wspomnienie, świetna przygoda i lekcja życia.

Niemałym zaskoczeniem było dla mnie twoje zakończenie przygody z Legią. Jakie były kulisy tego „rozstania”?

Odpowiem tak – nic się nie dzieje bez przyczyny i tak po prostu miało być. Za mną świetne siedem lat, ale tak się życie ułożyło, że trzeba było trochę zmienić swoją zawodową drogę i nie powiem, żebym z tego powodu narzekał.

Działasz jednak cały czas przy sekcji Amp Futbolu Legii.

Z chłopakami poznaliśmy się jeszcze podczas mojej pracy w piłkarskiej Legii, gdzie w trzy osoby z redakcji ogarnialiśmy medialnie wyjazd na Amp Futbolową Ligę Mistrzów. Po zakończeniu mojej przygody z klubem, gdy byłem „do wzięcia”, szybko się dogadaliśmy i już drugi rok działamy razem.

Zostając w temacie… czy dla ciebie, chociażby początkowo, fotografowanie meczów Amp Futbolu było czymś „innym” niż spotkania całkowicie sprawnych zawodników? Chyba, że nie traktujesz tego w tych kategoriach.

Jak dla mnie ci ludzie są bardziej pełnosprawni niż co druga osoba, która by teraz przeszła ulicą, a która jest „w pełni sprawna”. Nie traktuję tego w kategorii czegoś „innego”. To jest sport, to są ludzie. Może nie mają jednej kończyny, ale mają wszystko inne. Poza tym ich poziom dystansu do samych siebie, do życia i ogólnie takiego pozytywnego wariactwa mocno nakręca i pokazuje, że w sumie można wszystko, trzeba tylko chcieć.

Dla mnie Legia Amp Futbol to oprócz fotografii możliwość poznania świetnych osób, kolegów, ale też projekt mocno osobisty, w którym bym chciał uczestniczyć, jak najdłużej. Po prostu lubię tą dyscyplinę, tych ludzi i sprawia mi to ogromną przyjemność. Co do samej sekcji Amp to, gdy oglądasz mecz to może przez dwie, trzy minuty myślisz kategoriami, że grają o kulach. Nawet się nie zorientujesz, kiedy zaczniesz na to patrzeć, jak na spotkanie, gdzie grają pełnosprawni piłkarze.

NAJWAŻNIEJSZE TO BYĆ SOBĄ I NIE PRÓBOWAĆ NA SIŁĘ UDAWAĆ KOGOŚ, KIM SIĘ NIE JEST

Mamy wątek o zawodnikach, którzy są przede wszystkim ludźmi, wrócę więc na chwilę do Legii. Jak ważne w pracy fotografa klubowego jest według ciebie zdobycie zaufania sztabu i drużyny? W końcu to oni zazwyczaj są głównymi bohaterami zdjęć.

Bardzo ważny. Łatwiej pracuje się z ludźmi, którzy cię znają, lubią, akceptują. Kluczowy jest czas. Na pewno inaczej wyglądało to u mnie na początku, a inaczej po kilku latach.

Ludzie są różni. Jeden jest bardziej medialny, drugi mniej. Trzeba umieć to wyczuć i wiedzieć, na co można sobie pozwolić. Najważniejsze jednak to być sobą i nie próbować na siłę udawać kogoś, kim się nie jest. Wtedy jest się najłatwiej dogadać i zdobyć zaufanie.

Odnoszę wrażenie, że niektórzy, myśląc o roli fotografa klubowego, dość często mówią, że to przecież „tylko” robienie zdjęć na meczach i treningach. Czym ty zajmowałeś się będąc fotografem Legii?

Mecze to tak naprawdę ułamek tego, co robiło się na co dzień. Tak szybko wymieniając, to takie tematy jak: akcje marketingowe, sesje, zdjęcia produktów do sklepu, tematy związane z akademią, innymi sekcjami czy Fundacją Legii… Można by jeszcze trochę tego wymienić.

Powiem ci, że najfajniejszym momentem były zgrupowania… Czasami prawie dwa tygodnie poza domem, to nie jest łatwe, ale przez ten czas fotografujesz wyłącznie piłkę.

„Wyłącznie piłkę”. U ciebie na profilu można zobaczyć i boks, i piłkę ręczną i koszykówkę. Jest dyscyplina, która jest bardziej „fotogeniczna” niż inne? Czy piłka nożna pozostaje tą ulubioną? A może sport to sport i to się liczy.

Sport to sport, to się liczy. Nie powiedziałbym, że jakaś dyscyplina jest bardziej „fotogeniczna”. Ja bardzo dobrze czuję się w fotografowaniu koszykówki, piłki ręcznej i ogólnie sportów walki. Przez siedem lat byłem jednak mocno przywiązany do piłki nożnej. Uwielbiam ten sport, uwielbiam go fotografować i to się nie zmieni. Jednak teraz, mając okazję częściej robić zdjęcia innych dyscyplin, widzę, że ta różnorodność bardzo mocno rozwija, jeżeli chodzi o samo fotografowanie. Inna dziedzina, inne zasady, inne miejsce. To wszystko zmusza do kreatywności, poznawania czegoś nowego, ciągłego szukania kadrów. W skrócie – nowy sport to nowe fotograficzne wyzwania.

To pewnie trudny wybór, ale jest w twoim portfolio zdjęcie, które mógłbyś określić jako to najlepsze?

Najlepsze dopiero przede mną! Jednak mam zdjęcie, które darzę ogromnym sentymentem. To zdjęcie Pana Lucjana Brychczego, Legendy Legii Warszawa i trenera Jacka Magiery, świetnego człowieka. Jedne z najlepszych osób ze świata piłki, które poznałem. Ten moment, ten wzrok u obu Panów skierowany w siebie. Bardzo jestem dumny z tego ujęcia!

To nadal o zdjęciach, ale teraz o samej obróbce. Twoje kadry przyciągają uwagę. Nie tylko dlatego, że są dobre, ale ze względu na charakterystykę. Sam wypracowałeś styl?

W pewnym momencie postanowiłem, że chciałabym zdjęcia pokazywać po swojemu, tak, jak ja to widzę. Systematycznie, metodą prób i błędów doszedłem do obecnego, własnego stylu. Fotografii nie da się zapisać na 40-stronnicowej instrukcji obsługi. Jeżeli to, co robię i w takim stylu, jak to robię, ma jakieś swoje grono odbiorców to jest dobrze.

Bardzo fajnie, że teraz jest tak ogólny dostęp do fotografii. To samo wydarzenie, tę samą dyscyplinę sportu, to samo miejsce można zobaczyć na wiele różnych sposobów. Sfotografowane i pokazane przez różne osoby, tak, jak one chciały to pokazać.

W takim razie, kogo zaliczyłbyś do TOP3 fotografów sportowych w Polsce?

Mamy tylu dobrych fotografów, że naprawdę trudno byłoby mi się zamknąć w trzech osobach, a nie chciałbym nikogo pominąć.

Zauważyłam, że w tym świecie osób zajmujących się fotografią sportową, większość to mężczyźni.

W większości tak, ale są wyjątki.

Ciekawą kwestią jest to, czym może to być spowodowane.

Dobre pytanie. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Przy „męskich” dyscyplinach większość sztabu, zawodników czy pracowników klubu to mężczyźni. Chociaż coraz więcej kobiet z powodzeniem wchodzi w świat sportu.

KROK PO KROKU, CIERPLIWIE „IŚĆ DO GÓRY”

No to teraz pytanie, które musi paść, czyli… jak zaczęła się twoja przygoda z fotografią i dlaczego sport?

Przygoda z fotografią w ogóle zaczęła się od… sportu, więc w sumie na tę sportową dziedzinę byłem skazany, a w zasadzie sam się skazałem od samego początku.

Wyjaśniając. W moim życiu zawsze obecny był sport, jednak nigdy nie miałem warunków, żeby uprawiać go zawodowo. Przyszedł więc kiedyś taki dzień, gdzie wpadłem na pomysł, żeby zacząć robić zdjęcia na meczach piłki nożnej czy innych wydarzeniach. „Zorganizowałem” pierwszy aparat i zacząłem od niższych lig, spotkań dzieciaków i tak krok po kroku coraz więcej i więcej.

Na jakim sprzęcie w takim razie teraz pracujesz?

Na Nikonie, na którym zaczynałem swoją przygodę z fotografią, ale w międzyczasie działałem na Canonie.

Jesteś samoukiem czy kończyłeś coś związanego z fotografią?

Miałem „epizod” w jednej ze szkół fotograficznych, ale tak naprawdę jestem samoukiem.

Zawsze mnie interesuje ta kwestia. Na ile wykształcenie z fotografii jest potrzebne, aby robić dobre zdjęcia.

Osobiście nie czułem takiej potrzeby. Wiem jednak, że są osoby, którym takie wykształcenie jest potrzebne, czują się z tym pewniej. Uważam, że to kwestia indywidualna i każdy ma odpowiednią dla siebie drogę. Najważniejsze, żeby fotografować, fotografować i jeszcze raz fotografować.

Czyli rozumiem, że ostatnie zdanie mogę potraktować jako radę dla tych stawiających pierwsze kroki w fotografii? Czy dodałbyś do tego coś jeszcze?

Fotografuj, pokazuj swoje prace, pytaj, dyskutuj, rozmawiaj. Jeżeli chcesz zajmować się fotografią zawodowo, to trzeba być bardzo cierpliwym. Musisz pamiętać, że to nie jest „normalna praca”, gdzie po kilku miesiącach fotografowania możesz oczekiwać etatu. Krok po kroku, cierpliwie „iść do góry”, ale tak, w skrócie, można tak to potraktować.

 

Zobacz więcej:

 

Strona internetowa
Facebook

Instagram
Twitter

Kto napisał artykuł?

Klaudia Berda

Od poniedziałku do piątku studiuję dziennikarstwo i komunikację społeczną na specjalności nowe media. Weekendy natomiast, najczęściej spędzam za linią końcową piłkarskich boisk, aby uchwycić na zdjęciach kluczowe momenty. Fotografia sportowa to coś, co przynosi mi najwięcej radości i w czym cały czas staram się rozwijać. Lubię uczyć się nowych rzeczy i podejmować nowe wyzwania – przez większość czasu rozpiera mnie energia, więc nie potrafię za długo „usiedzieć” w miejscu. Pomimo iż na ten moment nie jestem pewna, kim chciałabym zostać w przyszłości, to może jest szansa, aby moja pasja stała się pewnego dnia moją pracą?