URODZONY NA ŚLĄSKU, WYCHOWANY W POZNANIU...

Kulisy tego, jak człowiek z Bielska-Białej... stał się ważną częścią Akademii Lecha Poznań

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

O tym, jakie były jego pierwsze kroki stawiane w dziennikarstwie, ile kilometrów przejechał za drugą drużyną i czy jego kalendarz przewiduje dni wolne od piłki nożnej opowiada Adrian Gałuszka. To rozmowa z chłopakiem, który nie tylko z pasją zdradza szczegóły swojej pracy, ale pokazuje również, jak to jest spełniać marzenia z dzieciństwa.

– Cofnijmy się kilka, no może kilkanaście lat wstecz. Kim w przyszłości chciał być mały Adrian Gałuszka?

To jest w sumie o tyle ciekawe, że odkąd pamiętam, chciałem być właśnie dziennikarzem. Od zawsze ciągnęło mnie do przedmiotów humanistycznych, przez co bardzo lubiłem pisać i czytałem bardzo dużo książek. Teraz niestety przez niewielką ilość wolnego czasu czytam ich znacznie mniej, czego żałuję, bo to bardzo rozwija warsztat, stanowi jego najlepsze paliwo. To właśnie spowodowało, że spodobała mi się wizja właśnie takiego, a nie innego zawodu. Pomyślałem – czemu by nie robić w życiu na poważnie, zawodowo czegoś, co sprawia Ci po prostu przyjemność?

– Czyli oczywistą decyzją przy wyborze kierunku studiów było dziennikarstwo?

Okazało się, że wcale nie. Plany się trochę pozmieniały. Uczęszczałem do liceum z międzynarodową maturą, co stworzyło mi możliwości dostania się bez większych problemów na prawo w Poznaniu. Właśnie wtedy stwierdziłem, że jest to kierunek, po którym prędzej czy później również można zostać dziennikarzem, tak jak wielu innych w naszym kraju. Przykładem może być chociażby Roman Kołtoń, który był jednym z wielu dziennikarzy, których w jakimś stopniu podziwiałem, czy na którym się wzorowałem jeszcze ładnych kilka lat temu. Pomyślałem, że właśnie taką ścieżką można pójść. No, ale… po dwóch latach, z różnych przyczyn zmieniłem kierunek studiów i poszedłem na dziennikarstwo. Licencjat zrobiłem na SWPS, a na magisterkę poszedłem właśnie na WNPiD.

– 450km – prawie tyle dzieli Bielsko-Białą od Poznania. Jak to się stało, że chłopak z województwa śląskiego trafił do stolicy Wielkopolski?

Zaczynając od samego początku… Mój ojciec był z Bielska-Białej i to właśnie tam mieszkaliśmy. Jednak z racji tego, że pracował on na stałe w Poznaniu to rodzice w pewnym momencie stwierdzili, że nie ma sensu widywać się z ojcem raz na tydzień czy dwa tygodnie – na weekend – tylko może warto sprowadzić naszą trójkę do niego. Nie ukrywam, że wtedy decyzja ta nie do końca małemu Adrianowi odpowiadała, zresztą podobnie jak mojemu bratu.

Z perspektywy czasu uważam jednak, że szybko udało nam się przyzwyczaić do życia w nowym mieście. Od dziewiątego roku życia, kiedy się tu przeprowadziłem, do dzisiaj mieszkam bezustannie w Poznaniu, więc czuję się już zdecydowanie bardziej poznaniakiem niż Ślązakiem.

 

ZADECYDOWAŁ O TYM PRZYPADEK...

– A co zadecydowało o tym, że znalazłeś się w Lechu Poznań?

Tak naprawdę zadecydował o tym przypadek. Będąc na magisterce, tu na WNPiD, usłyszałem od koleżanki z roku, że Lech Poznań szuka stażysty do biura prasowego i ona zachęciła mnie właśnie do tego, żeby spróbować i wysłać CV do klubu. Od kilku miesięcy – zanim dowiedziałem się o możliwości odbycia stażu – chodziłem na mecze już w nowej roli dla siebie, pisałem relacje dla różnych mediów, czy to studenckich czy amatorskich.

– Studenckich?

Pisałem wtedy dla BUC-a, czyli Bardzo Uniwersyteckiego Czasopisma.

Natomiast robiłem również wiele rzeczy dla siebie, żeby samemu się rozwijać. Podczas spotkań poznawałem różnych ludzi, poczułem, że w tym światku panuje świetna atmosfera i stwierdziłem, że warto jest podjąć taką, a nie inną decyzję. Dlatego zgłosiłem się wtedy na ten staż.

– Czerwiec 2017 roku. To właśnie wtedy trafiłeś do Lecha Poznań. Jaki był to moment dla klubu pod względem sportowym?

To był czas, w którym klub przechodził spore zmiany. To właśnie wtedy Lech za rekordowe sumy sprzedał swoich wychowanków – Jana Bednarka, Tomasza Kędziorę, Dawida Kownackiego, którzy podążyli ścieżką obraną rok wcześniej przez Karola Linettego i kontynuowali kariery za granicą. Ówczesny trener, Nenad Bjelica wraz z pionem sportowym stwierdzili, że drużynie potrzeba zawodników doświadczonych. W związku z tym skład zasilili wtedy m.in Christian Gytkjaer, Emir Dilaver czy Nikola Vujadinović. Był to więc na pewno okres przebudowy, sporej liczby ruchów z zewnątrz. Z drugiej strony mieliśmy też jednak młodych piłkarzy, którzy dopiero wchodzili do pierwszego zespołu, jak chociażby Robert Gumny.

Pamiętam taką sytuację – jeszcze sprzed rozpoczęcia stażu -, kiedy byłem przy Bułgarskiej na sparingu, na trybunach. Lech grał wtedy z mistrzem Izraela, Hapoelem Beer Sheva i właśnie wtedy „Guma” zagrał fantastyczny mecz – strzelił gola, zaliczył asystę i pokazał się trenerowi ze świetnej strony.

– Aktualnie w Twojej codzienne pracy główną rolę odgrywa Akademia. Czy tak było od początku? Czym zajmowałeś się zaczynając staż?

Wiesz co… to, że będę się zajmować Akademią zostało mi powiedziane od razu. Nie będę kłamać, w tamtym momencie ten obszar był dla mnie sporą niewiadomą.

Przychodząc do Lecha, na pewno należałem do tej kategorii kibiców, którzy codziennie odwiedzają oficjalną stronę, czytają wszystkie teksty o Lechu, znają szczegóły dotyczące poszczególnych zawodników, ale mało wiedzą właśnie o Akademii. To spowodowało, że praca przy niej stanowiła dla mnie takie trochę nieznane wody. Jednak z racji na to, że interesowałem się Lechem Poznań od dziecka – pamiętam jak dziś swój pierwszy mecz, na który zabrał mnie tata niedługo po przeprowadzce, to był wrzesień 2001 roku – to stwierdziłem, że należy działać od razu i jak najszybciej wkręcić się w ten temat. Trzeba poznać zawodników, trenerów, w końcu jeżeli ma się coś robić dobrze, trzeba się na tym znać jak najlepiej można.

Na początku miałem zajmować się dwiema młodszymi drużynami wronieckiej części Akademii – trampkarzami i juniorami młodszymi. Kolega, z którym przychodziłem wtedy na staż, miał natomiast odpowiadać za drużyny starsze – juniorów starszych i rezerwy. Po trzech miesiącach on zrezygnował ze stażu i okazało się, że jego obowiązki związane z Akademią zostały scedowane na mnie. Trenerem rezerw był wtedy Ivan Djurdjević, który pozostawał w kręgu moich idoli z młodych lat. Zmiana ta umożliwiła mi między innymi współpracę z nim, więc cieszyłem się, że mogę zajmować się całą Akademią.

– Pamiętasz w ogóle swój pierwszy dzień w Lechu?

Tak, pamiętam, że pierwszego dnia ówczesny rzecznik prasowy – Łukasz Borowicz dał mi za zadanie przeczytać reportaż dziennikarza Weszło.com, Leszka Milewskiego. Tekst dotyczył Lech Poznań Football Academy. Pewną ciekawostkę stanowi fakt, że z Leszkiem przez kilka wcześniejszych miesięcy korespondowałem i wysyłałem mu swoje teksty. On je czasami publikował na Weszło, a czasem odsyłał mi z cennymi uwagami. Bardzo mnie wspierał, przede wszystkim w rozwijaniu swojego warsztatu, za co jestem mu wdzięczny. I tutaj też zadecydował przypadek. Nie oszukujmy się, Leszek to zapracowany człowiek, a mimo wszystko swój wolny czas poświęcał na to, żeby te moje – pewnie i nie najwyższych lotów – teksty czytać, sprawdzać i dawać jak najwięcej wskazówek, co mi wyszło zdecydowanie na plus.

 

WIDZISZ ZESPÓŁ TROCHĘ OD ŚRODKA...

– Ile mniej więcej kilometrów przejechałeś za drugim zespołem? 

Krótko przed tym sezonem przygotowałem tekst a propos odległości, które w II lidze pokonają rezerwy i wyszło, że będzie to około 13 500 tysięcy kilometrów. Więc na pewno tyle w tym sezonie jest w planie zrobić, choć do tego dochodzą również mecze domowe we Wronkach. A łącznie do tej pory? Tego nie jestem w stanie się doliczyć (śmiech).

Ale nawet nie o liczbę chodzi, a bardziej bym powiedział o czas. Mecze wypadają w soboty i niedziele, więc tego wolnego czasu nie ma dużo, ale no nie ukrywam, że jeździ się na te mecze z przyjemnością. To jest coś, co mnie autentycznie interesuje, pewna gałąź piłki, która z czasem stała się moją pasją.

Jaki był najfajniejszy moment związany z Akademią?

Pewnie awans rezerw do II ligi. Po wygranym meczu decydującym o losach awansu pamiętam, że nie okazywałem wielkiej euforii i kilka osób pytało: „Czemu się nie cieszysz? Tak bardzo czekałeś na to kilka miesięcy.” Może ludzie byli zdziwieni, bo z reguły w wyrażaniu swojej radości jestem dość… ekspresyjny (śmiech). Za nami wszystkimi była wtedy na tyle ciężka i skrajna pod względem odczuć wiosna, że tego ostatecznego dnia, wszystko ze mnie zeszło i nie było siły na kolejną dawkę emocji.

Bez wątpienia to był taki najfajniejszy moment, tym bardziej, że gdy jeździsz z drużyną na wyjazdy, widzisz ją trochę od środka, jak ona reaguje na dane spotkania, co przeżywa, jak funkcjonuje. Budujesz inny rodzaj relacji z zawodnikami czy trenerami. To także sprawia, że po ludzku bardziej cieszysz się z tego, że się udaje im to, czego tak bardzo chcieli.

Co jest wyjątkowego w pracy przy Akademii?

To, że na własne oczy widzisz, jak zawodnik dorasta, rozwija się, pokonuje kolejne kroki w kierunku wyznaczonego przez siebie celu. W momencie, kiedy przychodziłem do klubu w 2017 roku i jeszcze późnym latem jeździłem na swoje pierwsze mecze, w juniorach młodszych, czyli drużynie do lat 17, występowało trzech piętnastolatków: Kuba Kamiński, Filip Marchwiński i Filip Szymczak. Teraz wszyscy są w pierwszej drużynie, a Ty obserwowałeś ich z miesiąca na miesiąc, jak stają się coraz lepsi. To mega sprawa, że pamiętasz chłopaka, który miał jeszcze nie tak dawno temu przecież 15 lat, a dzisiaj gra w Ekstraklasie czy II lidze. To jest coś bardzo satysfakcjonującego, że możesz obserwować jak ten ktoś się rozwinął, nie tylko na boisku, ale też jako człowiek. Spełniają pokładane w nich nadzieję, a Ty się cieszysz z każdego ich mniejszego lub większego sukcesu.

Jak wyglądało, szczególnie na początku, budowanie relacji z trenerami czy zawodnikami z Akademii?

W momencie, kiedy zaczynałem zajmować się Akademią i była ona dla mnie czymś nowym, dużą rolę odegrali jej trenerzy. Okazali się przede wszystkim bardzo fajnymi ludźmi, którzy starali się pomóc. To dzięki nim udało mi się tak szybko zaaklimatyzować i odnaleźć w świecie, którego przecież wcześniej nie znałem, więc miało to dla mnie nieocenioną wartość. To samo mogę powiedzieć zresztą o samych zawodnikach, jak i osobach pracujących w Akademii.

Praca w sporcie to niezliczona ilość niezapomnianych momentów, ale również spore poświęcenie, chociażby jeżeli chodzi o czas wolny…

No tak, siłą rzeczy jeśli poświęcasz swoje weekendy na pracę, to masz tego czasu wolnego mniej. Jednak według mnie trzeba na to wszystko patrzeć w dłuższej perspektywie – będąc na meczu łatwiej jest Ci wykreować jakiś temat, niż jakbyś miał to robić sprzed telewizora, na podstawie ligowej tabeli czy ostatnich wyników osiąganych przez dany zespół. Dużo prościej pojechać w teren i wymyślić coś ciekawego na podstawie własnych obserwacji czy rozmów z trenerem, z osobami z Akademii czy z samymi zawodnikami. Oni zawsze powiedzą Ci coś ciekawego, a nuż obudzi to w Tobie myśl, że warto by o czymś napisać. Dlatego nie patrzę na to jak na stracony wolny czas, tylko na coś, co pozwala żeby ta praca była wykonywana jeszcze lepiej.

Kiedy ostatnio zrobiłeś sobie reset od piłkarskich wydarzeń? Są w ogóle takie dni?

Ciężko powiedzieć kiedy takie dni miałyby być. Są wakacje i okres świąteczny, może kawałek stycznia – pierwszy zespół nie gra, drużyny Akademii też odpoczywają, ale jednak zawsze pisze się o przygotowaniach poszczególnych zespołów do sezonu, skupia się o sparingach, ruchach wewnątrz Akademii czy na ławkach trenerskich, o transferach, więc – tych dni jest bardzo niewiele, myślę, że taki twardy reset trwa łącznie nie więcej niż 3-4 tygodnie w roku.

 

TO BYŁY DWA NAJLEPSZE LATA W MOIM ŻYCIU…

 

– Jak opisałbyś siebie w kilku słowach?

Na pewno jestem optymistycznie nastawiony do życia i to byłaby taka główna cecha, którą bym wskazał w kontekście swojej osoby. To daje Ci wiele nie tylko w pracy zawodowej, ale też w życiu. Kiedy inni widzą kolor szary czy czarny, staram się zawsze dostrzegać tę biel w każdej sytuacji.

Z jednej strony staram się patrzeć na wszystko od tej jasnej strony, ale z drugiej podchodzę do wielu rzeczy zdroworozsądkowo, w taki racjonalny sposób. Może to się trochę ze sobą kłóci? (śmiech)

– Jakie były te ponad dwa lata w Lechu Poznań?

Na te ponad dwa lata zawsze będę patrzeć przez pryzmat tego, że od momentu od kiedy jestem w Lechu, a nawet ciut wcześniej, wszystko zaczęło się układać bardzo dobrze również w życiu prywatnym. Podejrzewam, że często jest tak, że jeżeli w tym obszarze wszystko idzie po Twojej myśli, łatwiej jest Ci w życiu zawodowym. Trochę jestem tego przykładem. Nie mam na co narzekać w domu, więc też dużo chętniej przychodzi mi się do pracy, podejmuje nowe wyzwania, wsiada w ten samochód w weekend żeby pojechać na mecz, kiedy inni znajomi mają czas dla swoich rodzin i bliskich. Myślę więc, że były to świetne nieco ponad dwa lata w moim życiu, ale mam nadzieję, że te najlepsze czasy jeszcze przede mną.

Fotografowała i rozmawiała Klaudia Berda.

 

GALERIA