Makijaż w fotografii – o czym pamiętać?

To, co moim zdaniem stoi za udanym zdjęciem, to poza dobrym światłem i pewną umiejętnością osoby wykonującej fotografię, dobrze wykonany makijaż. Jest to oczywiście pewien aspekt wizualny i gdyby się uprzeć, można powiedzieć, że jego brak nie sprawi, że zdjęcie będzie do kitu. Niemniej, gdy już zdecydujemy się, by ten zagościł na twarzy modela czy modelki, warto przestrzegać kilku ważnych zasad, które sprawią, że ten rzeczywiście będzie wyglądać dobrze.

Zacznij od bazy

Nie widziałam nigdy dobrego zdjęcia, na którym model czy modelka ma zważony podkład, źle dobrane do typu cery kosmetyki, albo makijaż utrzymany w tonacji nieodpowiadającej jej lub jego skórze. Baza w makijażu jest niesamowicie ważna. Choć programy do obróbki zdjęć mają możliwość usunięcia tego czy tamtego, nie sprawią, że twarz będzie wyglądać naturalnie – bez potrzeby przeprowadzenia „graficznego przeszczepu skóry”. Oczywiście, że można. Wszystko można. Pytanie brzmi: po co? Po pierwsze więc: nawilżenie. Na suchej skórze nic nie będzie wyglądało dobrze. A dobry makijaż to w głównej mierze pochodna zadbanej cery. Jeśli na żywo coś nie wygląda dobrze, mogę zapewnić, że na zdjęciu będzie wyglądać przynajmniej dwa razy gorzej.

Więcej nie znaczy lepiej

Oto kilka podstawowych zasad:

  • Postaw na lżejszy podkład, który pozwoli ujednolicić kolor cery, a w strategicznych
    i problematycznych miejscach użyj korektora.
  • Pod oczy zastosuj ten rozświetlający, na wypryski koniecznie o wykończeniu matowym. W przeciwnym wypadku cała uwaga skupi się na tym, czego chcesz się pozbyć i osiągniesz przeciwny do zamierzonego efekt. Ta zasada ma z resztą dużo większe znaczenie.
  • Jasne punkty na twarzy powiększają, uwypuklają i wysuwają na przód, ciemne to imitacja cienia. Ich zadaniem jest wyszczuplenie i modelowanie. Dlatego właśnie nakładamy rozświetlacz na szczyty kości jarzmowych, łuk kupidyna czy w wewnętrzne kąciki oczu, bronzer zaś służy do zaznaczenia powieki i wykonturowania twarzy.

Matowe nie znaczy złe…

…zwłaszcza gdy chodzi o cerę. O ile nie chcesz uzyskać efektu mokrej skóry (ang. wet skin) nie zapominaj o utrwaleniu i przypudrowaniu produktów płynnych i kremowych nałożonych wcześniej.

Nikt tak jak Ty nie zna Twojej skóry. Jeśli więc wiesz, że ma ona tendencję do wyświecania, zwróć szczególną uwagę na „strefę T” (tj. czoło, nos, broda). To ona wypadnie najgorzej, gdy pominiesz etap pudrowania. I zamiast zdrowego glow, na zdjęciach będziesz wyglądać jak oblany lub oblana potem.

Istotny jest też sam sposób aplikacji. Nie przeciągaj pędzlem po twarzy, staraj się wklepać produkt. Dzięki temu podkład i korektor pozostaną na miejscu, a Ty unikniesz plam.

Uważaj na flashback

W wielu przypadkach będziemy musieli założyć, że do wykonania zdjęcia zostanie użyta lampa błyskowa. Warto mieć to w pamięci już podczas przygotowywania się do sesji zdjęciowej. W tym miejscu należy wspomnieć o zniesławionym słowie flashback, czyli tym, co sprawia, że wyglądamy jak oprószeni mąką. Po sieci krąży całe mnóstwo zdjęć z czerwonych dywanów, na których Angelina Jolie czy Miley Cyrus wyglądają jakby właśnie przekroczyły drzwi młyna, albo co najmniej skończyły domowe wypieki. Jeżeli nie wiesz czy dany produkt spowoduje u Ciebie ten sam efekt, najlepiej przetestuj go wcześniej albo poczytaj w sieci, czy ktoś nie sprawdził tego za Ciebie.

Nie zapominaj o różu

Nie ma znaczenia, czy przygotowujesz się do zdjęć przy intensywnym świetle studyjnym, czy będzie to sesja na łonie natury – aparat zawsze pochłonie trochę koloru. Żeby więc nie wyglądać staro i oszukać nieco mechanizm spierania się kolorów, użyj różu. Doda skórze młodzieńczego blasku, a co najważniejsze – sprawi, że twarz przestanie być płaska.

Nie bój się intensywności

Pod wpływem światła lamp i specyfiki sprzętu, jakim jest aparat fotograficzny, intensywność barw może ulec zmianie. Nie bójmy się kolorów. Coś, co wygląda dobrze w rzeczywistości, zawsze wypadnie nieco gorzej w obiektywie. Tak już niestety jest. Oczywiście, można przywrócić barwy w procesie obróbki, niemniej warto oszczędzić sobie po pierwsze sporo „zabawy”, po drugie cennego czasu. Kiedy więc wiadomo, że jest okej? Gdy patrząc w lustro stwierdzimy, że makijaż jest za mocny. Pamiętaj jednak – wszystko z umiarem.

Blenduj!

Graficzne linie są okej, ale tylko, jeśli jest to zamierzony efekt. Konturowanie i zabawa cieniami wymaga porządnego roztarcia. Efekt jaki chcemy uzyskać, możemy przyrównać do gradientu, czy może obecnie powszechnie znanego efektu ombre. Czasochłonny proces blendowania sprawi, że makijaż będzie wyglądał bardziej profesjonalnie, naturalnie i świeżo.

Kto napisał artykuł?

Kinga Banaśkiewicz

W tygodniu studiuję na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa. W międzyczasie pisuję do gazety, a gdy mam siłę wrzucam coś na bloga. Chyba to właśnie sprawia mi najwięcej przyjemności. Gdy byłam młodsza, mówiłam, że zostanę prezydentem, ale nie traktujmy tego wpisu jak kampanii wyborczej.