W poszukiwaniu fińskiego spokoju… w Polsce!

Kierując się na południe Polski, w Karkonosze, dotrzemy do niepozornej wioski o nazwie Borowice.

Kierując się na południe Polski, w Karkonosze, dotrzemy do niepozornej wioski o nazwie Borowice. Tam odnajdziemy ulicę Lapońską. Dlaczego akurat Lapońską? Zaintrygowani idziemy dalej i docieramy do samego jej końca. Nagle wszystko staje się jasne. To właśnie tam znajduje się Kalevala, lapońska wioska z mnóstwem skandynawskich i fińskich atrakcji, założona przez Michała Makowskiego.

Postanowiłam odwiedzić Kalevalę. Chciałam dowiedzieć się, co skusiło Michała, by stworzyć taki właśnie projekt. Co  zainspirowało go w fińskiej kulturze i ludziach, jak zmieniła go podróż do Finlandii, a także jak odbierają ją Polacy i co uważają o założonej przez niego wiosce. Ten wywiad to efekt luźnej rozmowy przy kawie, w zaciszu niewielkiej kawiarni w samym sercu Kalevali.

ZAWSZE ZASTANAWIAŁEM SIĘ, DLACZEGO FINLANDIA JEST TAK UKRYWANA

 

Skąd pomysł założenia fińskiej wioski w Borowicach?
Wszystko zaczęło się od sauny. Na początku, razem z żoną chcieliśmy mieć prawdziwą fińską saunę – tę w której można również jeść. Jednak trudno mówić o saunie, pomijając w niej ludzi i fiński model życia. Nie mieliśmy żadnych konkretnych planów, aby zbudować całą wioskę. Sauna miała być tylko formą wypoczynku dla nas i naszych znajomych, którzy przyjeżdżali w Karkonosze. Jesteśmy z Wrocławia, więc te góry są najbliżej. Potem jednak znajomi pytali: ,Ale gdzie będziecie spać, jak już przyjedziecie do sauny? Gdzie będziecie jeść? A dzieci nie będą się nudzić?’ Żaden pensjonat tutaj nie pasował, więc wymyśliliśmy namioty. Powstał też Domek Muminka. A jak już mieliśmy toaletę, to wystarczyło doprowadzić wodę i kuchnia gotowa. I to wszystko nagle się tak rozbudowało, że musieliśmy tutaj zamieszkać! Wcześniej dojeżdżaliśmy PKS’em na plac budowy. Dzień w dzień. Na początku było to bardzo trudne, półtora roku mieszkaliśmy w tej małej, czerwonej recepcji. Codziennie w pracy jeździłem wypastowanym autem, ubrany w elegancki garnitur, a potem przyjeżdżałem tutaj – gdzie było wszędzie pełno błota i koparek. Właśnie wtedy to fińskie sisu (fińskie pojęcie, oznaczające zespół cech takich jak: wytrzymałość, siłę woli, odwagę, determinację – przyp. red.) mi się bardzo przydało, bo początkowo postawienie tego wszystkiego na nogi było naprawdę trudne.

Co takiego szczególnego jest w Finlandii, co Cię zainspirowało do tego pomysłu?
Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego Finlandia jest tak ukrywana? Myślałem, że oni muszą tam mieć jakieś złoża złota!. I to mnie strasznie nakręcało. Lubię też rajdy samochodowe, a Finowie to topowi kierowcy, więc to wszystko razem się do tego przyczyniło. I nagle – jak się człowiek na czymś skupi, jak zacznie szukać czerwonych aut, to okazuje się, że jeżdżą wszędzie. A na co dzień ich nie widzimy. I tak samo było z Finlandią. Nagle odkryłem firmy, o których nawet nie wiedziałem, że są fińskie! Wiecie na przykład, że Wrocław jest ogrzewany przez firmę Fortum? Również w rozmowach z ludźmi zauważyłem, że Finlandia jest taką tarczą dla mnie. Mówiłem: „Jest taki kraj – Finlandia – i tam jest tak…” I czułem, że to wtedy jest atrakcyjne dla słuchacza. Może to zabrzmi snobistycznie i egoistycznie – ale naprawdę miałem wrażenie, że wtedy i ja byłem ciekawszy dla ludzi. Dla mnie Finlandii nie da się zobaczyć na zdjęciach. Tam nie ma nic konkretnego np. do zwiedzania. Ona cała jest. Trzeba tam pojechać i poczuć, co tam się dzieje. Jest tak zwyczajna, że aż niesamowita.

MAMY WYŻSZY POZIOM ASERTYWNOŚCI I TO SAMO PRZEKAZUJEMY.

 

A jeśli chodzi o styl życia i cechy Finów? Co Ci się w nich spodobało?
Te cechy, które mają Finowie… Nie chcę niczego idealizować, znam też oczywiście wady, ale staram się skupiać tylko na zaletach. Gdy część z nich przejąłem do swojego życia,to poczułem że jestem dzięki nim silniejszy. Norwegia na przykład, ma wszystko. To piękny kraj. Ale Finowie według mnie są ciekawsi. Kojarzą mi się ze szczerością. I to jest fenomen tego kraju. Jak się nie podoba – to spadaj. Fakt, na początku czułem, że Finowie to chamy. Potem jednak, gdy zacząłem trochę ich naśladować, to ja byłem chamem dla Polaków. Stałem się bardziej bezpośredni. Mam teraz mniej znajomych, ale za to prawdziwych. Nasze podejście do gości w Kalevali też jest inne. Mamy wyższy poziom asertywności i to samo przekazujemy. “Jesteście naszymi gośćmi, a jak jesteście u kogoś w domu to, tak jak w Finlandii, ciebie też obowiązują pewne zasady”. A nie, że dla gości będę się tutaj płaszczył. Bardzo mi się podoba też to, że to co Finowie powiedzą, to zrobią. A mi tego brakowało. Ja sam do siebie mówiłem, że coś zrobię, a potem „Aaa dobra, jednak nie”. Miałem bardzo słomiany zapał.

Co najbardziej rzuciło Ci się w oczy podczas pobytu w Finlandii?
Myślę, że fakt, że Finlandia sama w sobie jest po prostu normalna. Dopiero po 2-3 dniach zobaczysz, że to zupełnie inne państwo. Dotykają Cię te mikro-sprawy, których wcześniej nie widziałeś i nagle czujesz się wspaniale. Poczynając od głupiego śmietnika, który ma metalowe frędzelki, żeby wrona nie wykradała śmieci. Jakie to mądre. I właśnie na tych mikro-elementach zbudowali swoją potęgę. Finlandia nie jest też ukierunkowana politycznie, ani na lewo, ani na prawo. Finowie mnie właśnie tym fascynują, że tam nie ma ideologii. Często jak oprowadzamy ludzi po wiosce i pokazuje fiński ksylitol, to zaraz ktoś się pyta czy oni są wege? Nie, po prostu nie mają buraków cukrowych. A my zawsze doszukujemy się tła, to  zawsze musi być jakaś filozofia. Słyszę też, że przyjęli bardzo mało uchodźców, mimo że kochają ludzi. A może oni nie chcieli pracować? To nie jest głupia dobroć Szwedów i to nie jest skierowane przeciwko komuś. To jest fenomenalne, że oni potrafią się postawić, ale się nie buntują. Są zasady: „zapraszamy Cię do nas, ale musisz zrobić to i to.” Mój kolega Jussi powiedział kiedyś: „ Michał, u nas istnieje poczucie wstydu. Nie wstyd Ci siedzieć w domu, jak babcia pracuje?” To tylko o to chodzi, o nic więcej. Każdego tak traktują. Przez to są tak autentyczni.

 

NA POCZĄTKU LUDZIE BYLI ZDZIWIENI, ŻE COŚ TAKIEGO POWSTAŁO.

Czy „Kalevala”, czyli dla niewtajemniczonych: fiński epos narodowy składający się z pieśni ludowych z terenów Finlandii, Estonii i Karelii, zebranych i spisanych przez Eliasa Lönnröta – była oczywistym, pierwszym wyborem na nazwę wioski? Czy jest w tym głębszy sens, niż tylko nazwa najpopularniejszego fińskiego eposu?
6 grudnia, nie pamiętam którego roku, byłem pod Warszawą w Muzeum Opowiadaczy Historii, gdzie Michał Malinowski wprowadził nas w podróże swojego dziadka, słynnego etnografa Bronisława Malinowskiego. To właśnie tam pierwszy raz usłyszałem o „Kalevali” i tam dowiedziałem się, że wujkiem Michała jest tłumacz tego eposu Jerzy Litwiniuk. I to właśnie Michał podpowiedział mi „Kalevalę” i postanowiłem w swojej pracy doktorskiej porównać dwa polskie przekłady. Przeczytałem ją. Treść mnie nie urzekła, nie jest całym moim życiem, to nie tak. Zafascynowało mnie jak ona w ogóle powstała. Dostałem oczywiście numer do Litwiniuka. Pamiętam, że dzwoniłem do niego jeszcze z budki telefonicznej. Powiedział mi, że to nie jest popularny temat, jednak gra jest warta świeczki. Często tutaj, w wiosce, myślę o tym co mi powiedział. Bo przecież to jest idealne miejsce, żeby mówić ludziom czym jest „Kalevala”. Ludzie przyjeżdżają tutaj, żeby wypocząć, a przy okazji ja im opowiadam o Finlandii i jej słynnym eposie. Nazwałem to miejsce, tak a nie inaczej, ponieważ jak ktoś usłyszy „Kalevala” to spyta co to znaczy. A ja tu jestem żeby wyjaśnić.

Jak Kalevala przyjęła się wśród Polaków?
Na początku ludzie byli zdziwieni, że coś takiego powstało. Nie raz też słyszałem komentarze od rodziny w stylu: ty naprawdę to robisz? Mógłbyś to zrobić w stylu norweskim. Wtedy Norwegia była bardzo na topie. Ludzie nie wierzyli, że to się uda. A to mi właśnie dodawało mocy. To jest właśnie taka polska cecha, zrobić coś na przekór innym! Jak później została odebrana? Genialnie. Finlandia kojarzy się doskonale. Kojarzy się z czystością, z czymś, co byśmy chcieli mieć, a nie mamy, z takim idealnym krajem. 95% skojarzeń jest związana z idealnym, ułożonym społeczeństwem. Nie kojarzy się z niczym konkretnym, czasem może z jakimś zespołem metalowym. Z rzeczami typu Apocalyptica, wódka, Nokia. Ale jeśli chodzi o inne to: ze spokojem i solidnością. Oczywiście jeśli mówimy o Finlandii, myślimy też o pięknej naturze. Większości Finlandia kojarzyła się bardzo dobrze.

„PANIE MICHALE, NIGDY NIE BYŁAM W SAUNIE. ALE CZAD!”

A co Polacy myślą o saunach? Nie jest ona u nas tak popularna, może coś się zmieniło?
Słuchajcie, to jest szok. Z ręką na sercu: mamy 100% satysfakcji z sauny. Finowie je kochają, a Polacy dopiero zaczynają. Rewelacja, ludzie się odprężają, zaczynają ze sobą rozmawiać. Oczywiście na początku bywa różnie. Miałem sytuacje, w której przyszła do mnie pani z dziećmi i spytała, kiedy sauna będzie wolna i będzie mogła z niej skorzystać. Powiedziałem do niej, że to nie jest „Gołębieski”, wszyscy powinni siedzieć razem i się integrować. To było dla niej ekstremalnie dziwne, ale co potem usłyszałem? „Panie Michale, nigdy nie byłam w saunie. Ale czad!”. O tak, sauna z jedzeniem jest dla ludzi szokiem. W Finlandii natomiast to nie jest wydatek, to jest centrum życia. Ludzie nawet nie zdają sobie sprawy, jak sauna może być fajna. To jest zdecydowanie serce wioski.

Na czym polega Szkoła Fińska, którą prowadzicie w Kalevali?
Uczę dzieci jak się uczyć. Uczę nastawienia, że ocena nie ma żadnego znaczenia. Najważniejsza jest twoja umiejętność. W fińskiej szkole nikt się nie przejmuje tym, czy jesteś z czegoś zły, czy dobry. Masz określony pakiet cech i najlepiej w tym kierunku się rozwijaj. Przecież z nikogo na siłę matematyka nie zrobimy. Najważniejsze, aby nauczyciel był wykształcony i miał kompetencje do tego, aby być często z dziećmi. Często jest mi wstyd, jak przyjeżdżają do nas nauczyciele. Jest to jeden z najważniejszych zawodów, a po tych ludziach nie widać pasji. Nic się nie zmienia w programie. Nauczyciel nie jest potrzebny, jeśli mówi cały czas to samo. Przecież te same informacje można znaleźć w Internecie. Szukaliśmy czegoś mądrego dla dzieci. Nie chcieliśmy Angry Birdsów czy Świętego Mikołaja.

GENERALNIE FINOWIE SĄ ZDZIWIENI, ŻE TAKA WIOSKA POWSTAŁA, ALE BARDZO SIĘ CIESZĄ.

Czy Finowie również odwiedzają Kalevalę? Jak reagują na wioskę?
Tutaj też kierowaliśmy się trochę fińskim zachowaniem. Oni najpierw coś zrobią, a potem o coś proszą. My zrobiliśmy tak samo. Dopiero jak przybrało to sensowny kształt, pojechaliśmy do Finlandii i powiedzieliśmy, że jest takie coś. Oczywiście Finowie już wiedzieli, a z ambasadą mamy stały kontakt. Znamy się z twarzy, nie jest to nic dyplomatycznego, ale wiedzą że jesteśmy. Bardzo pomogli nam z Domkiem Muminka. Jak czegoś nie wiemy, to nam pomagają, wysyłają materiały, dają kontakt do ludzi. To jest bardzo cenne. Na początku naszej działalności wysłałem 40 ręcznie pisanych listów do różnych instytucji, uczelni, muzeów, izb turystycznych. Miałem nadzieję, że chociaż jedno miejsce mi odpisze. I wiecie co? Odpisali dosłownie wszyscy. Byłem wzruszony, kiedy dostawałem nie tylko odpowiedzi, ale całe paczki, koszulki, flagi, mapy. Nawet przepisy na ciastka! Nawet jak nikt nic nie wiedział, to dawali chociaż kontakt do kogoś, kto może nam pomóc. Nie byłem świadomy, że oni są w stanie tyle zrobić dla kogoś, kogo nawet nie znają.
Miałem druga, podobną sytuacje. Moim marzeniem była podróż po Laponii. Ułożyłem trasę na podstawie przewodnika Pascala. Wysłałem wszędzie rezerwacje, bez zaliczki. Było to trochę ryzykowne. Ale cudowne było to, że każda osoba na miejscu na mnie czekała. Przecież jak jechaliśmy do pierwszego miejsca, to nie byliśmy pewni, czy ktoś tam na nas czeka. A wszyscy czekali. I to także od nas wymaga pewnej odpowiedzialności. Żeby odwdzięczać się tym samym. Generalnie Finowie są zdziwieni, że taka wioska powstała, ale bardzo się cieszą. Są po fińsku wzruszeni…

Kto napisał artykuł?

Zuzanna Mocny

Obecnie studiuję filologię fińską, a po zajęciach staram się realizować w fotografii robiąc zdjęcia dla portalu studenckiego na koncertach i przeróżnych eventach. W swoich pracach, oprócz typowych zdjęć artystów, chcę uwieczniać radość i energię uczestników wydarzeń, ich szczęście płynące z muzyki, zabawy, czy ze spotkania z idolem.